wtorek, 11 października 2016

Glucior, czyli masa typu slime

Przeglądając strony amerykańskie, często natrafiałam na zabawy glutem. Co to takiego? Masa rozciągająco-lejąco-klejąca. Zabawa wyglądała na przednią, więc postanowiłam taką masę zrobić. Tym bardziej, że siedzimy w domu chorzy i jak to przy chorobie nuda straszna ;)
 Co będziemy potrzebować? Przepisów na gluta jest mnóstwo, wybrałam taki :

W jednej misce mieszamy, bardzo dokładnie:
  • 1 szklanka bardzo cieplej wody (robiąc drugiego użyłam wody z kranu ciepłej, ale glucior nie wyszedł, bo za bardzo się skluszczył i zostało dużo wody),
  • 1 łyżka boraksu ( kupiłam na allegro, bo nie mogłam nigdzie znaleźć w sklepie stacjonarnym),
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej,
  • barwnik spożywczy (jeżeli nie mamy to woda zabarwiona bibułą),
  • brokat (niekoniecznie).
Wodę mieszamy z łyżką boraksu, dokładnie mieszamy. Dodajemy mąkę ziemniaczaną, dokładnie mieszamy. Dodajemy pozostałe składniki i zaś porządnie mieszamy.

W drugiej misce mieszamy:
  • 1 szklankę wody
  • 2 kleje przeźroczyste 50 ml (kupiłam najtańszy jaki był w sklepie).

Mieszamy porządnie klej z wodą, przelewamy do miski z boraksem. Mieszamy, ugniatamy, wyrabiamy naszego gluciora. Może się wydawać, że nie wyszło, bo się klei, zostawiamy na 15 min 
i gotowe. Masa jest rozciągliwa i raczej nie przykleja się do powierzchni, pomimo, że wygląda na lepką. 
Zabawa tylko pod nadzorem osoby dorosłej, ponieważ BORAX NIE JEST JADALNY! Poza tym glut nie nadaje się do zabawy wielogodzinnej, ze względu na to,że jest to rodzaj soli mogącej podczas długiego kontaktu ze skórą wywołać podrażnienia.













Co daje taka zabawa? Jest to świetna zabawa sensoryczna, mająca na celu stymulowanie zmysłu dotyku. Tak, jak w przypadku innych mas plastycznych ciastoliny lub plasteliny, wspiera koordynację ręka-oko, poprzez liczne ćwiczenia z lepienia, wałkowania, wykrajania itp. oraz rozwój motoryki. Pomaga w skupieniu oraz koncentracji. Glut jako eksperyment pobudza ciekawość dzieci, które chcą się dowiedzieć jak to jest zrobione i dlaczego tak się ciągnie. Pobudza wyobraźnię, kreatywność, dzieci same wymyślą co z takiej masy zrobić :)
Zabawa jest przednia, ciężko odciągnąć dzieci od gluta ;)

poniedziałek, 3 października 2016

Jesienne naszyjniki



Mamy jesień, czy piękna, złota to się okaże. Po lecie zostało wspomnienie... Dziś pokazujemy Wam jesienne naszyjniki, bardzo proste i przyjemne do wykonania. Czasu na ich wykonanie nie trzeba wiele, bo około 30 minut. Naszyjniki jesienne to wspaniała, oryginalna, ręcznie wykonania biżuteria, ale również piękna dekoracja okien czy śliczny upominek.

Do wykonania naszyjników będziemy potrzebować:
- kulki szklane,
- czapki żołędzi,
- sznurek, 
- cerkiew, gwódz do zrobienia dżurek, 
- klej na gorąco, kropelka.


Najpierw wybieramy się na spacer, żeby uzbierać żołędzi z czapkami. Potrzebujemy czapek, a żołędzie chowamy do pudełka skarbów jesieni, a nóż nam się do czegoś przydadzą ;)



W czapkach robimy 2 dwie dziurki, my użyłyśmy cyrkla, poprawiłyśmy gwoździem, tak, aby zmieścił się sznurek. Maja przewlekła sznurek i pozostało tylko przykleić szklaną kulkę. Wydawałoby się, że prosta sprawa, ale nie do końca, bo po wyschnięciu gorącego kleju niektóre kulki nam odpadły. Nie poddałyśmy się i poprawiłyśmy klejem super glue i się trzyma :)






niedziela, 18 września 2016

Tęczowe Skittles

Ostatnio w sieci zobaczyłam super szybki eksperyment, a ponieważ dzisiaj cały czas pada, dzieciaki go wypróbowały. Maja z Filipem dostali po białym talerzu, Skittles i zaczęli układać swój wzór na talerzyku.



Co się nie zmieściło na talerzyku znalazło się w buzi :)

 Gdy wzorki były gotowe, dzieci zalany Skittles ciepłą wodą i zaczęliśmy obserwację...

 










piątek, 12 sierpnia 2016

Super kredki

Witam Was serdecznie :) Chciałam się pochwalić super zakupem, który i Wam polecam. Ostatnio w Biedronce są różne przybory do szkoły i właśnie tam spotkałam to cudo. Sześć podstawowych kolorów, małe, grube, intensywne kolory, zatyczki jak u mazaków, możliwość zmiany na farbki, co to takiego? Świetne kredki w sztyfcie! Jestem nimi zachwycona, a jeszcze bardziej mój dwulatek.


Rysowania, kolorowania nie było końca. Małym rączkom łatwo jest trzymać kredki, wystarczy lekko przycisnąć by piękne nasycone pokory rysowały. Gdy powieje nudą, pędzelek i woda w ruch i mamy farbki.


Jakie minusy? Są droższe, kosztują niecałe 8 zł, szybciej się zużywają, trochę brudzą ( nie wiem, czy spierają się z ubrań), trudno jest malować nie wychodząc za linie. Chociaż mają minusy i tak warto jest mieć. Obrazki nimi pokolorowane prezentują się świetnie. Aż samemu chce się coś pokolorować:)



wtorek, 12 lipca 2016

Baranów Sandomierski

Kolejna wycieczka z cyklu blisko i tanio ;) Tym razem wybraliśmy się do Baranowa Sandomierskiego, jedynie 26 km w jedną stronę. Człowiek nie zdaje sobie sprawy ile ładnych miejsc ma w pobliżu dopóki nie zacznie szukać, czy przypominać sobie gdzie był jako dziecko i nie tylko. Wycieczka tym bardziej fajna, że blisko, a dla dzieci które źle znoszą długą jazdę wymarzona. Po śniadaniu spakowaliśmy plecak, zabraliśmy lekki prowiant i wyruszyliśmy w kolejną przygodę.
Na prawym brzegu Wisły położona jest dawna rezydencja magnacka w stylu renesansowym - zamek w Baranowie Sandomierskim jeden z najlepiej zachowanych w Europie. Dzięki architekturze zamku wzorowanym na królewskim Wawelu w Krakowie nazywany ''Małym Wawelem".

Zamek kolejno przechodził z rąk do rąk, a po zniszczeniach dokonanych podczas II wojny światowej odbudowany i odrestaurowany przez państwo. Od 1997 roku właścicielem jest Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. Po historię zamku i nie tylko zapraszam tutaj
Z czego moje dzieci miały najwięcej radochy? Po pierwsze duża fontanna, przy której spędziliśmy dużo czasu. Tradycji stało się zadość i pieniążki z życzeniami zostały wrzucone. 



 Po drugie absolutny hit - szachy! Dzieci nie było, układali, przestawiali, chowali się, gonili, istne szaleństwo.




Po wszelkich skokach podskokach przyszedł czas na odpoczynek. W cieniu drzewa, na polane przed zamkiem urządziliśmy sobie mini piknik.


A po trzecie super był plac zabaw. Niestety nie pokażę jak się dzieci bawiły, bo mama biegała za małym perszingiem ;)
Nie zwiedzaliśmy komnat, choć byliśmy w środku. Niestety dla Filipa za nudno, nie był zainteresowany, uciekał, więc przeszliśmy tylko tam gdzie mogliśmy bez przewodnika. Zwiedzanie zawsze zaczyna się o pełnej godzinie zegarowej. Co tam komnaty, świetne było buszowanie w labiryncie. 
Ogólnie fajnie spędziliśmy czas, nikomu się nie nudziło, nie słyszałam: kiedy jedziemy do domu?. Warto pojechać, pochodzić, pozwiedzać, a najważniejsze razem spędzić miło czas :)




wtorek, 5 lipca 2016

Wycieczka nie musi być daleko

Upały odpuściły, więc można gdzieś pojechać, pochodzić, pozwiedzać. Wczoraj wybraliśmy się na wycieczkę. Chciałam dzieciom pokazać jak spędzałam wakacje z bratem i rodzicami. Niedaleko, bo zaledwie 19 km, odwiedziliśmy Rzemień - ośrodek wypoczynkowy. I powiem Wam, że przeżyłam szok! Fakt, ostatni raz byłam tam, kiedy chodziłam do liceum ( Beatko pozdrawiam :) i zupełnie inaczej zapamiętałam to miejsce. Było to miejsce pełne ludzi w każdym wieku, wszędzie gwar, śmiech, kąpielisko pełne, małe molo, zjeżdżalnia, były czasy, że był ratownik, a zastaliśmy obezwładniającą ciszę, spokój, szuwary, po molo nawet nie ma śladu, nie mówiąc już o zjeżdżalni czy ratowniku. Jedynymi ludźmi byli wędkarze, którzy w stawie obok łowili i kilku na kąpielisku. Miejsce wymarłe, bez ludzi, śmiechu aż przerażające. Niczym strefa 0. Nie mam nic przeciwko ciszy, spokoju, ale to miejsce umarło. Zarośnięte, zaniedbane, nie piszę o samym ośrodku, który jest w super stanie, ale o kąpielisku. Maja nie mogła uwierzyć, że to tutaj przyjeżdżaliśmy jako dzieci, że zawsze mieliśmy się z kim bawić, kąpać, że grillowaliśmy, z tamtym czasów nawet nie została namiastka. A szkoda, bo nie daleko, ładnie, trochę piasku i wody dla dzieci. Chciałam napisać, że straciło swój urok, ale nie mogę, bo pomimo zaniedbania jest pięknie. Umarło tamto gwarne, radosne, pełne ludzi, a narodziło się miejsce pełne spokoju, ciszy, śpiewu ptaków, wspaniałego widoku, gdzie można wypocząć :)










I tak na spacerowaniu spędziliśmy dwie godziny. Prawda, że pięknie? Kto pamięta dawny Rzemień? Pozdrawiam