poniedziałek, 3 października 2016

Jesienne naszyjniki



Mamy jesień, czy piękna, złota to się okaże. Po lecie zostało wspomnienie... Dziś pokazujemy Wam jesienne naszyjniki, bardzo proste i przyjemne do wykonania. Czasu na ich wykonanie nie trzeba wiele, bo około 30 minut. Naszyjniki jesienne to wspaniała, oryginalna, ręcznie wykonania biżuteria, ale również piękna dekoracja okien czy śliczny upominek.

Do wykonania naszyjników będziemy potrzebować:
- kulki szklane,
- czapki żołędzi,
- sznurek, 
- cerkiew, gwódz do zrobienia dżurek, 
- klej na gorąco, kropelka.


Najpierw wybieramy się na spacer, żeby uzbierać żołędzi z czapkami. Potrzebujemy czapek, a żołędzie chowamy do pudełka skarbów jesieni, a nóż nam się do czegoś przydadzą ;)



W czapkach robimy 2 dwie dziurki, my użyłyśmy cyrkla, poprawiłyśmy gwoździem, tak, aby zmieścił się sznurek. Maja przewlekła sznurek i pozostało tylko przykleić szklaną kulkę. Wydawałoby się, że prosta sprawa, ale nie do końca, bo po wyschnięciu gorącego kleju niektóre kulki nam odpadły. Nie poddałyśmy się i poprawiłyśmy klejem super glue i się trzyma :)






niedziela, 18 września 2016

Tęczowe Skittles

Ostatnio w sieci zobaczyłam super szybki eksperyment, a ponieważ dzisiaj cały czas pada, dzieciaki go wypróbowały. Maja z Filipem dostali po białym talerzu, Skittles i zaczęli układać swój wzór na talerzyku.



Co się nie zmieściło na talerzyku znalazło się w buzi :)

 Gdy wzorki były gotowe, dzieci zalany Skittles ciepłą wodą i zaczęliśmy obserwację...

 










piątek, 12 sierpnia 2016

Super kredki

Witam Was serdecznie :) Chciałam się pochwalić super zakupem, który i Wam polecam. Ostatnio w Biedronce są różne przybory do szkoły i właśnie tam spotkałam to cudo. Sześć podstawowych kolorów, małe, grube, intensywne kolory, zatyczki jak u mazaków, możliwość zmiany na farbki, co to takiego? Świetne kredki w sztyfcie! Jestem nimi zachwycona, a jeszcze bardziej mój dwulatek.


Rysowania, kolorowania nie było końca. Małym rączkom łatwo jest trzymać kredki, wystarczy lekko przycisnąć by piękne nasycone pokory rysowały. Gdy powieje nudą, pędzelek i woda w ruch i mamy farbki.


Jakie minusy? Są droższe, kosztują niecałe 8 zł, szybciej się zużywają, trochę brudzą ( nie wiem, czy spierają się z ubrań), trudno jest malować nie wychodząc za linie. Chociaż mają minusy i tak warto jest mieć. Obrazki nimi pokolorowane prezentują się świetnie. Aż samemu chce się coś pokolorować:)



wtorek, 12 lipca 2016

Baranów Sandomierski

Kolejna wycieczka z cyklu blisko i tanio ;) Tym razem wybraliśmy się do Baranowa Sandomierskiego, jedynie 26 km w jedną stronę. Człowiek nie zdaje sobie sprawy ile ładnych miejsc ma w pobliżu dopóki nie zacznie szukać, czy przypominać sobie gdzie był jako dziecko i nie tylko. Wycieczka tym bardziej fajna, że blisko, a dla dzieci które źle znoszą długą jazdę wymarzona. Po śniadaniu spakowaliśmy plecak, zabraliśmy lekki prowiant i wyruszyliśmy w kolejną przygodę.
Na prawym brzegu Wisły położona jest dawna rezydencja magnacka w stylu renesansowym - zamek w Baranowie Sandomierskim jeden z najlepiej zachowanych w Europie. Dzięki architekturze zamku wzorowanym na królewskim Wawelu w Krakowie nazywany ''Małym Wawelem".

Zamek kolejno przechodził z rąk do rąk, a po zniszczeniach dokonanych podczas II wojny światowej odbudowany i odrestaurowany przez państwo. Od 1997 roku właścicielem jest Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. Po historię zamku i nie tylko zapraszam tutaj
Z czego moje dzieci miały najwięcej radochy? Po pierwsze duża fontanna, przy której spędziliśmy dużo czasu. Tradycji stało się zadość i pieniążki z życzeniami zostały wrzucone. 



 Po drugie absolutny hit - szachy! Dzieci nie było, układali, przestawiali, chowali się, gonili, istne szaleństwo.




Po wszelkich skokach podskokach przyszedł czas na odpoczynek. W cieniu drzewa, na polane przed zamkiem urządziliśmy sobie mini piknik.


A po trzecie super był plac zabaw. Niestety nie pokażę jak się dzieci bawiły, bo mama biegała za małym perszingiem ;)
Nie zwiedzaliśmy komnat, choć byliśmy w środku. Niestety dla Filipa za nudno, nie był zainteresowany, uciekał, więc przeszliśmy tylko tam gdzie mogliśmy bez przewodnika. Zwiedzanie zawsze zaczyna się o pełnej godzinie zegarowej. Co tam komnaty, świetne było buszowanie w labiryncie. 
Ogólnie fajnie spędziliśmy czas, nikomu się nie nudziło, nie słyszałam: kiedy jedziemy do domu?. Warto pojechać, pochodzić, pozwiedzać, a najważniejsze razem spędzić miło czas :)




wtorek, 5 lipca 2016

Wycieczka nie musi być daleko

Upały odpuściły, więc można gdzieś pojechać, pochodzić, pozwiedzać. Wczoraj wybraliśmy się na wycieczkę. Chciałam dzieciom pokazać jak spędzałam wakacje z bratem i rodzicami. Niedaleko, bo zaledwie 19 km, odwiedziliśmy Rzemień - ośrodek wypoczynkowy. I powiem Wam, że przeżyłam szok! Fakt, ostatni raz byłam tam, kiedy chodziłam do liceum ( Beatko pozdrawiam :) i zupełnie inaczej zapamiętałam to miejsce. Było to miejsce pełne ludzi w każdym wieku, wszędzie gwar, śmiech, kąpielisko pełne, małe molo, zjeżdżalnia, były czasy, że był ratownik, a zastaliśmy obezwładniającą ciszę, spokój, szuwary, po molo nawet nie ma śladu, nie mówiąc już o zjeżdżalni czy ratowniku. Jedynymi ludźmi byli wędkarze, którzy w stawie obok łowili i kilku na kąpielisku. Miejsce wymarłe, bez ludzi, śmiechu aż przerażające. Niczym strefa 0. Nie mam nic przeciwko ciszy, spokoju, ale to miejsce umarło. Zarośnięte, zaniedbane, nie piszę o samym ośrodku, który jest w super stanie, ale o kąpielisku. Maja nie mogła uwierzyć, że to tutaj przyjeżdżaliśmy jako dzieci, że zawsze mieliśmy się z kim bawić, kąpać, że grillowaliśmy, z tamtym czasów nawet nie została namiastka. A szkoda, bo nie daleko, ładnie, trochę piasku i wody dla dzieci. Chciałam napisać, że straciło swój urok, ale nie mogę, bo pomimo zaniedbania jest pięknie. Umarło tamto gwarne, radosne, pełne ludzi, a narodziło się miejsce pełne spokoju, ciszy, śpiewu ptaków, wspaniałego widoku, gdzie można wypocząć :)










I tak na spacerowaniu spędziliśmy dwie godziny. Prawda, że pięknie? Kto pamięta dawny Rzemień? Pozdrawiam

środa, 22 czerwca 2016

Obrazy sznurkiem malowane

Kiedy robi się ciepło bardzo dużo czasu spędzamy na naszej malutkiej działeczce. To taka wieś w mieście, gdzie uciekamy. Ostatnio był bunt na pokładzie, bo co ja będę robić na działce. W sumie wcale się nie dziwię, bo wszystko po jakimś czasie się nudzi. Więc tym razem wzięłyśmy kartki bloku technicznego, sznurek, farby. Filipa królestwo to piaskownica i podlewanie konewką wszystkiego co znajduje się na działce. Wiec gdy nasz królewicz był w swoim królestwie, wzięłyśmy się do tworzenia naszych obrazów. Efekt super! Zabawa przednia, brudna, szybka, śmieszna :) Próbujcie i pokazujcie swoje efekty.




Do każdego obrazu potrzebujemy dwóch kartek papieru i tyle sznurka ile chcemy. Na jednej kartce układamy namoczony w farbie sznurek drugą kartką przykrywamy, kładziemy deskę, książkę             i wyciągamy sznurek. Ważne jest, aby końcówkę sznurka zostawić poza kartką, by łatwiej nam było pociągnąć. Majusiowe obrazki:









wtorek, 21 czerwca 2016

Pasta do zębów dla słonia

Zapraszamy na wybuchową butelkę. Eksperyment ten był od dłuższego czasu na naszej liście rzeczy do zrobienia. Widziałam go na kilku stronach i na tyle mnie zainteresował, że postanowiłam zrobić go z dzieciakami. Jest wybuchowy, kolorowy, "mięciutki", nie nudny i w dodatku nazywa się "pasta do zębów dla słonia". No i jak go nie wypróbować?!
Do naszego eksperymentu potrzebujemy nadtlenku wodoru. Straszna nazwa, ale każdy z nas ma go w domowej apteczce, bo to nic innego jak woda utleniania 3%. Niestety jest haczyk. Mianowicie, aby oglądać wielkie wybuchy potrzebujemy nadtlenek wodoru 6%. Nie znajdziemy go w drogeriach ani supermarketach, ale w hurtowniach kosmetycznych, fryzjerskich. Nas z opresji wybawiła zaprzyjaźniona fryzjerka pani Monika. Dostaliśmy od Moni nadtlenku 6%, dzięki któremu nasza pasta dla słonia lepiej się wyciskała ;) oczywiście zrobiliśmy dwa eksperymenty o stężeniu 3 i 6% dla porównania efektu :)
Czego potrzebujemy:
* nadtlenku wodoru 3% lub 6%,
* 1 łyżeczkę suszonych drożdży,
* około 2 łyżek gorącej wody,
* barwniki spożywcze,
* płyn do mycia naczyń lub mydło w płynie  (byle nie antybakteryjne),
* małe butelki,
* lejek.

Etapy wykonania:
1. Wlewamy nadtlenek wodoru do butelki.
2. Dodajemy barwnika i płyn do mycia naczyń.
3. Mieszamy drożdże z ciepłą wodą.

4. Wlewamy drożdże do butelki.


5. Podziwiamy reakcje ;)



Świetna zabawa ciapu-ciapu ;)